Info

Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2015, Lipiec3 - 4
- 2015, Czerwiec9 - 3
- 2015, Maj4 - 1
- 2015, Kwiecień5 - 0
- 2015, Marzec6 - 0
- 2015, Luty2 - 2
- 2015, Styczeń4 - 7
- 2014, Grudzień2 - 0
- 2014, Listopad4 - 0
- 2014, Październik1 - 3
- 2014, Wrzesień7 - 0
- 2014, Sierpień16 - 14
- 2014, Lipiec10 - 24
- 2014, Czerwiec5 - 2
- 2014, Maj7 - 37
- 2014, Kwiecień7 - 4
- 2014, Marzec10 - 9
- 2014, Luty6 - 5
- 2014, Styczeń5 - 11
- 2013, Grudzień3 - 0
- 2013, Listopad2 - 0
- 2013, Październik10 - 0
- 2013, Wrzesień7 - 7
- 2013, Sierpień16 - 0
- 2013, Lipiec8 - 0
- 2013, Czerwiec16 - 0
- 2013, Maj8 - 5
- 2013, Kwiecień7 - 2
- 2013, Marzec9 - 15
- 2013, Luty14 - 1
- 2013, Styczeń3 - 0
- DST 100.08km
- Teren 70.00km
- Sprzęt Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Tczew - Kolbudy - Tczew
Niedziela, 28 września 2014 · dodano: 27.10.2014 | Komentarze 0
Miła pętla tuż przed moją wielką przerwą od rowerowania.
Łukasz w lesie w okolicach Sobowidza:
- DST 177.78km
- Sprzęt szosa by Trek
- Aktywność Jazda na rowerze
Kociewie Kołem
Niedziela, 21 września 2014 · dodano: 30.09.2014 | Komentarze 0
Kolejne Kociewie Kołem, znów z tą samą ekipą, czyli triathlonistami ze Starogardu. Jazda w formacie typu: jedziemy sprawnie, zatrzymujemy się na każdym bufecie i znów jedziemy bez zbytniego zamulania.
Średnia z wypadu wyszła jak na mnie całkiem zacna, bo coś koło 29,7km/h. Przez większa część wypadu 30,5km/h.
Jadło zacne, o niebo lepsze, niż na Kaszebe Rundzie.
A tu, co się dzieje, gdy parkingi pomylimy:P. Oj, auta szukać musiałam po przyjeździe na metę;):
- DST 63.87km
- Teren 56.00km
- Sprzęt Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Z katarem po okolicy
Niedziela, 14 września 2014 · dodano: 15.09.2014 | Komentarze 0
Taka tam sobie samodzielna wycieczka po okolicy. Lasami do Starogardu, a potem mieszanką kilku szlaków PTTK: niebieskiego, czerwonego i żółtego, do Tczewa
- DST 12.40km
- Sprzęt szosa by Trek
- Aktywność Jazda na rowerze
Po auto
Wtorek, 9 września 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 0
Po dopłynięciu do portu w Gdyni, trza było jeszcze po auto popedałować. Na szosówce, w zwykłych butach i z ciężkim plecakiem jedzie się tak se. Tak, czy siak, byłoby lepiej, gdyby nie fakt, ze po Estakadzie Kwiatkowskiego rowerem nie można jeździć. Musiałam więc cofnąć się do Gdyni Stoczni, tu przekroczyć tory i jechać do Rumii Morską, a nie Hutniczą.
- DST 99.82km
- Teren 6.00km
- Sprzęt szosa by Trek
- Aktywność Jazda na rowerze
Rowerowy Potop
Poniedziałek, 8 września 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 0
Kto nie wie jakimś cudem, czym jest Rowerowy Potop, może sobie zajrzeć tutaj.
Tak, czy siak, był to mój debiut na tej imprezie. Dorota wybrała dla nas trasę czerwoną (inaczej zabytkową), reklamowaną jako "szybka trasa o dobrej jakości nawierzchni asfaltowej".
Oj, ani jeden z punktów tej charakterystyki się nie sprawdził. Zabytków jak na lekarstwo, po drodze szutry (!), które dla roweru szosowego są co najmniej niewskazane. Co do szybkości - hm, pewnie i szybko by było, gdyby nie to, że pilnowaliśmy, żeby pilot nie umarł nam ze zmęczenia i nie zaginął gdzieś na trasie.
Tak, czy siak, wypad udany ze względu na towarzystwo i fantastyczną pogodę:).
A tu kilka fotek:
Dorota na tle mijanego po drodze rezerwatu. Pilot w drodze powrotnej wyparzył tu dwa łosie. Za to my, uczestnicy, czyli łosie/jelenie/barany (wybierz, co Ci się podoba), zajęci odpowiednio szybkim kręceniem, taki widok przegapili :/.
Na tle cmentarzyska Wikingów w Hjortsberga. Nasz pilot upierał się, ze to cmentarzystko Celtów. Hm, nie te rejony, nie te rejony ... N.b., jak u nas w Odrach, czy Węsiorach.
Taka tam skałka :). Fotografuje Paulina, która potem przyłączyła się do naszej ekipy.
Park zdrojowy w Ronneby. Gdy tylko usiedliśmy nad stawkiem, zanim jeszcze zdążyliśmy otworzyć plecaki, z wody zaczęły wychodzić kaczki. Kurczę, prawie Ptaki 2:P. Skubane musiały być tak przyzwyczajone do karmienia, że na widok ludzi od razu rozpoczynały procedurę żebrania. Ostatecznie zebrało ich się pewnie 20-30.
Wnętrze kościoła (hm, właściwie to chyba zboru) w Ronneby. Sufit i ściany zdobione freskami. Ciekawa sprawa - freski przedstawiały przede wszystkim postaci świeckie (zaplątane w roślinne takie jakby arabeski)
Tu już Karskrona, widok z nabrzeża na jedną z licznych wyspek.
- DST 54.18km
- Sprzęt szosa by Trek
- Aktywność Jazda na rowerze
Pokibicować triathlonistom w Malborku
Niedziela, 7 września 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 0
Do wyjazdu namówiła mnie Dorota. W jedną stronę 22-ką, w drugą bokami.
W drodze powrotnej musiałyśmy wbić się bez numerków na trasę wyścigu - inaczej musiałybyśmy wracać znów główną drogą. Jak się okazało, bynajmniej nikomu nie przeszkadzałyśmy. Jechałyśmy trasą połówki, a nie pełnego triathlonu. Kolarze nie poruszali się tam za szybko, na oko może jakieś 25km/h, więc na luzie prawie wszystkich łykałyśmy.
Co innego, dy dojechałyśmy do pętli pełnego wyścigu. Od razu pojawili się wyżyłowani kolesie na czasówkach tnący z niesamowitą prędkością (zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że najpierw pływali, a po 180km na rowerze mieli przed sobą ponad 42 km biegu).
Grzecznie wbiłyśmy się więc na kostkową ścieżkę rowerową. Oj, kostki latały luźno, jak klocki w pudełku z Lego ;>.
- DST 85.07km
- Teren 42.00km
- Sprzęt Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Do taty Łukasza
Sobota, 6 września 2014 · dodano: 13.09.2014 | Komentarze 0
Wyjazd w stronę Iłownicy pod Kościerzyną. W jedną stronę terenem, w drugą asfaltem.
Przy wyjeździe z Tczewa spotkaliśmy Dorotę na szosówce, w Iłownicy nieźle podjedliśmy (nie ma co, w męskiej części rodziny Łukasza talent kulinarny jest chyba dziedziczny), a wracając spuściliśmy przypadkowo powietrze z mojego dampera (przy próbie jego dopompowania). Jak okazało się, łukaszowa popmka do amortyzatora miała uszkodzony gwint.
- DST 112.57km
- Teren 80.00km
- Sprzęt Viper
- Aktywność Jazda na rowerze
Grodzisko Owidz i okolice Szteklina
Niedziela, 31 sierpnia 2014 · dodano: 04.09.2014 | Komentarze 0
Wypad z ekipą z Trójmiasta pod wodzą Prezesa vel. Topola. W sumie po raz pierwszy pokręciłam się dokładniej w okolicach Szteklina.
Poniżej kilka fotek z Grodziska Owidz.
Przebierańcy. Na pierwszy ogień Łukasz. Wskaż niepasujące elementy stroju:P:
Tarcza idealnie w rozmiarze Emila ;):
A tu główna atrakcja grodziska:
Tatry dzień 3, czyli Czerwone Wierchy i Miętusia Dolina
Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 · dodano: 04.09.2014 | Komentarze 2
Rano spakowaliśmy się, wciągnęliśmy gigantyczne śniadanie i przez Tomanową Dolinę ruszyliśmy na Ciemniak. Z Ciemniaka na Małołączniak i Miętusią Doliną w dół. Potem bus, pociąg i do Raby.
A teraz porcja łukaszowych fotek.
W Tomanowej Dolinie (oczywiście jej górnej partii):
Patrzymy w stronę Doliny Kościeliskiej. Piękny widok na Tatry Zachodnie:
Pasmo Czerwonych Wierchów. W oddali Tatry Wysokie i charakterystyczne uszy Świnicy ukryte w chmurach:
Zejscie z Małołączniaka w stronę Miętusiej Doliny. Ten skalny wypierdek z prawej to Giewont, czyli ulubiony cel klapkowiczów i wrzeszczących matek z wydzierającymi się dziećmi. Ludzie widzą Giewont z Zakopca i wydaje im się, że to nie wiem jaka góra. A podejście jest w sumie proste. Przecież nie wchodzi się od strony przepaści.
Miętusia Dolina. Szlak uległ sporej erozji, więc zejście jest dość czasochłonne. W dolnych partiach doliny długie i nudne przejście przez las. Po tegorocznych ulewach wygląda tak, jakby zaimportowali do niego błoto z Bieszczad.
- Aktywność Chodzenie
Tatry dzień 2, czyli we mgle i deszczu
Niedziela, 24 sierpnia 2014 · dodano: 04.09.2014 | Komentarze 0
Śniadanie i wymarsz z Murowańca we mgle. Przez Kasprowy wbiliśmy się na czerwony szlak w stronę Kopy Kondrackiej. Po drodze zaczęło tak padać, ze aż mgła opadła. Do atrakcji można zaliczyć też grad (w sumie co to za grad, w porównaniu do tego, który łupnął jak wisiałam na Zawracie jako nastolatka).
Zeszliśmy do Doliny Kondratowej, gdzie dowiedzieliśmy się, że miejsca wyszły, a podłoga dostępna od 22:00. Powędrowaliśmy więc do Kuźnic, busami podjechaliśmy pod Dolinę Kościeliską i po godzinie byliśmy na Hali Ornak w jednym z moich ulubionych tatrzańskich schronisk.
Fotka, jak widać, pożyczona. Przytulnie :)
Za bohatera wypadu można uznać moje nowe buty:
To Dolomite Cyclamen (jest to model damski) w rozmiarze 39. Wąskie, lekkie. Podeszwa trochę mogłaby być bardziej czepna, ale za to wodoodpornosć wyśmienita. To moje trzecie buty z Gore-Texem i dopiero te są naprawdę porządnie skonstruowane. Reszta tak, czy siak nasiąkała.
Łukasz nosi model Dolomite Stevio i tak samo jest pod wrażeniem ich odporności na wodę (a używał ich na wypadzie w 2011, kiedy deszcz był jak w Forreście Gumpie w Wietnamie). Zwłaszcza w porównaniu do beznadziejnych Salomonów GTX, które nasiąkały mu od rosy.